Historia pacjenta – Jagoda

To moja osobista historia, rozpoczynająca się w 1980r. , w miasteczku we wschodniej Polsce. Jak miałam 4,5 mies. wykryto, że mam obustronne zwichnięcie stawów biodrowych, panewki zupełnie strome. Wcześniej nikt niczego nie zauważył, dopiero z czasem to mojego tatę coś zaniepokoiło. O dysplazji rodzice dowiadywali się z jakiejś małej broszurki a lekarz zadecydował o leczeniu szyną Koszli. Podobno to główka wskakiwała do panewki, to znów “uciekała”, więc lekarz mocniej nastawiał aparat. Po jakimś czasie szyna Koszli została zamieniona na szynę Denis-Browna, której stosowanie było ciągle przedłużane bez specjalnych wyjaśnień. Jak miałam już ponad rok zaniepokojeni rodzice jakoś zdobyli namiary do ówczesnego guru ortopedii i przyjechali ze mną do Warszawy. Okazało się, że mam martwicę główki kości udowej, jako powikłanie stosowania Koszli. W szynie Denis-Browna a potem kolejnych gipsach ćwiczebnych jestem do ukończenia 3 roku życia. W międzyczasie stan wojenny i za każdym razem, żeby pojechać do Warszawy na założenie lub zdjęcie gipsu trzeba zdobywać przepustkę. A ja ciężko znoszę podróże Syreną. W końcu mama uczy się zdejmować gips sama. Leczy skórę na nogach i jeździmy tylko na założenie. Ostateczne zdjęcie gipsu ciężko przeżywam. Nogi uciekają mi na wszystkie strony, ze stresu nie chcę jeść i ciągle wymiotuję. Ale wreszcie przechodzi bez konieczności hospitalizacji, a na rehabilitacji uczę się chodzić. Do dziś pamiętam Pana rehabilitanta i chodzenie “na ręczniku”, którym podtrzymywali mnie pod pachami.

W trakcie tego leczenia jak i potem kilka razy proponowano operację, z początku o ile wiem z powodu martwicy, później z powodu resztkowej dysplazji i przodoskręcenia kości udowej. Rodzice się na to nie zdecydowali, ważnym powodem było to, że wówczas rodzice mogli być przy dziecku w szpitalu w bardzo ograniczonym zakresie. Całą edukację mam jednak zwolnienie z WF, kursuję do coraz to nowych ortopedów, rodzice każą mi uważać, żeby nie skakać, niczego nie dźwigać.

Dziś mam ok. 2,5 cm skrócenie lewej nogi, na zdjęciu rtg widoczne przodoskręcenie – to efekty przebytej martwicy. Natomiast panewki są w miarę dobrze wykształcone. Lekarz pozwala mi teraz uprawiać sporty. Póki co nie ma śladów zwyrodnienia, to podobno może mnie czekać “za 15 lat”. Podobnie mówiono jednak 15 lat temu, więc uważam, że jestem w grupie szczęściarzy. Żyję normalnym życiem, dbam o to, żeby być w formie i urodziłam naturalnie trójkę dzieci. Wnioski mojej mamy: jak tylko są wątpliwości lub jest proponowane inwazyjne leczenie – trzeba konsultować u innych lekarzy. Najlepiej u tych najlepszych. I edukować się samemu, żeby wiedzieć, o co pytać i rozumieć, o co chodzi w leczeniu.

Total
0
Shares
Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *